Dodaje wreście pierwszy rozdział ale niestety nie był betowany więc bądźcie proszę wyrozumiali. Z kolejnymi wszystko będzie juz ok :)
Rozdział pierwszy „Początek”
Był letni ciepły dzień. Grupka dziewczyn szła drogą do domu. Za nimi nieśpiesznie podążąło dwóch wysokich chłopaków. W rozchichotanej grupie pań szła Hermiona Granger , Ginny Weasley oraz Kinga i Samntha Di San Gregorio. Nie była to jednak zwykła grupka przyjaciół. Wszyscy z nich posadali nadprzyrodzone zdolności . Można by rzec że byli czarodziejami.
Zajęci oni byli rozmową o zbliżającym się nowym roku szkolnym .
- Ginni jak możesz mówić lub nawet pomyśleć, że runy są najnudniejszym przedmiotem w szkole. To najciekawsze zajęcia w jakich kiedykolwiek brałam udział. – oburzyła się Hermiona.
- Zdaję się, że chyba tylko ty tak uważasz – odparła rozłoszczona Ginny. Hermiona już miała odciąć się, że tylko ona uważa opiekę nad magicznymi stworzeniami za interesującą, lecz w tym momencie odezwał się Ron rozładowując tym samym napiętą atmosferę :
- ej że dziewczyny przecież każdy wie że najlepszym przedmiotem w szkole są eliksiry potym stwierdzeniu wszyscy wybuchli gromkim śmiechem. Ogólnie było wiadomo że w Hogwarcie najmniej lubianym przez uczniów przedmiotem są właśnie eliksiry. Odbywały się one w ciemnym obskurnym lochu gdzie na nierównych ścianach wisiały półki ze słojami zawierającymi ludzkie mózgi odciętę kończyny itp.
- Jasne, że to najlepsze zajęcia jakie mamy szczególnie gdy nasz ukochany nauczyciel nie ma humoruco zdarza się nad wyraz często odparła roześmiana Samantha . Drugim powodem dla którego uczniowie nie lubili eliksirów był właśnie nauczyciel. Profesor Severus Snape. Był on opiekunem Slitherinu którego nienawidzili wszyscy Grynfoni. Na lekcjach Mistrz Eliksirów dawał większe przywileje swym podopiecznym by móc gnębić dom Griffindoru. W szczególności uwziął się on na ona , Harrego, Hermione, Kingę i Samanthe. Ginni nie odczwała jeszcze niesprawiedliwości Snape , ponieważ była od nich rok młodsza więc gdy przyszła do HOgwartu został już zatrudniony drugi nauczyciel Eliksirów były opiekun Slitherinu profesor Horacy Slughorn. Snape dostał w zamian posadę nauczyciela obrony przed czarną magią na którą miał ochotę przez ładnych parę lat oraz miał nauczać eliksirów jedną klasę od początku do końca , a resztę klas dopiero od siódmego roku czyli roku owutemowego . Klasą którą Snape miał nauczać od pierwszego roku była właśnie klasa piątki przyjaciół i oczywiście klasa Dracona Malfoya(ślizgona) ulubieńca Snspe’a tak więc Ginny miała przed sobą jeszcze rok nauki za Slughornem zanim przejdzie pod „czarne” skrzydłą Snape’a. Całkowicie inna sytuacja przedstawiała się na lekcjach OPCM gdzie Mistrz Eliksirów nie czepiał się nikogo prócz Harrego, Hermiony, Rona I Kingi na tych zajęciach tylko Samantha nie zaznawała upokorzeń od Snape’a.
- Wiecie co muszę jednak przyznać, że przynajmniej jedna lekcja ze Snape’m nie jest dla mnie torturą. Mówiąc to Samantha miała poważny wzrok lecz na ustach igrał uśmiech.
Po długiej chwili milczenia jedna z panien Di San Gregorio powrotem zabrała głos :
- Tak ty nie musisz się znim użerać na każdej lekcji OPCM lecz nie każdy jest takim szczęściarzem. Rzekła nader poważnie Kinga siostra Samanthy. Była to niska dziewczyna o kobiecej figurze i średniej długości kasztanowych włosach w których igrały złote i czerwone refleksy. Jej inteligentne oczy w kształcie migdałow miały barwę turkusu lecz gdy się złościła przybierały odcień intensywnej zieleni. Była ona jedną z najlepszych uczennic w szkole i wraz ze swoimi przyjaciółmi bardzo wiele przeszła podczas poszukiwania Voldemorta no i od roku służyła Zakonowi Feniksa. Nigdy nie skarżyłą się na swój los lecz obecnie wiedziała że rok ten będzie najgorszy nie tylko w jej życiu lecz także w życiu wszystkich którzy walcza ze śmierciożercami i Voldemortem. Obecnie trwała łapanka na wszystkich tych którzy opowiedzieli się po stronie Dumbledora, a szczególnie na członków Zakonu
I ich rodziny. Kinga przez cały czas widziała oczami wyobraźni jak śmierciożercy mordują jej rodzinę i przyjaciół. Rozmyślając o tym bezwiednie zwolniła kroku dzięki czemu znalazła się obok Harrego, który spojrzał na nią z zatroskaniem w oczach.
- Znów myślisz o tych wszystkich rodzinach , których śmierciożercy zdołali wymordować w ciągu ostatnich dwóch miesięcy prawda ?- zapytał Harry.
- Tak o nich też lecz nie tylko o ni zaprzątają moje myśli. Ciągle gdzieś w podświadomości widzę jak Voldemort morduje wszystkich ludzi których kocham zostawiając mnie samą na tym świecie.- odparła ze smutkiem .
Grupka przed nimi była tak pochłonięta rozmową, że nie zdołała zauważyć odejścia Kingi i Harrego. Lecz oni również nie zwróciłi uwagi na oddalających się Rona, Hermione, Ginny, Samanthe. Ni na to że zaraz wejdą do małego zagajnika choć na dworze zaczyna się ściemniać.
Tak byli pochłonięci, rozmową o ostatnich wydarzeniach, że nie zorientowali się nawet, że ktoś podąza za nimi. W pewnym momencie gdy Kinga miała zamiar zapytać Rona który nadal szedł z przodu która jest godzina gdzieś obok nich pękła gałąź . Wszyscy jak na komede odwrócili się w stronę z której dochodził ów hałas. Po chwili cała piątka usłyszała czyjeś ciche przekleństwo i zakapturzona postać ukazała się im oczom.